KAMPUS UNIWERSYTETU ADAMA MICKIEWICZA

Morasko, Poznań
Tło czasoprzestrzenne i idea projektu
Rok 1974 – konkurs. Wyjątkowa lokalizacja w północnym rejonie Poznania. Płaska terasa sandrowa (Winogrady, Piątkowo) przekształca się w teren o bogatym, zróżnicowanym układzie przyrodniczo-krajobrazowym, uformowanym przez cofający się lodowiec. Na fragmencie tego obszaru, rozpiętym pomiędzy Różanym Potokiem a Jeziorem Umultowskim o pow. 300 ha zaprojektowaliśmy1) wielofunkcyjny kompleks zabudowy uniwersyteckiej o łącznej powierzchni prawie milion m2 pow. całkowitej, który miał być miejscem nauki, pracy, przebywania, zamieszkiwania 30 tysięcy studentów i prawie 4 tysięcy nauczycieli akademickich i pracowników administracyjno-technicznych. Przyjęta idea harmonijnego wpisania zabudowy w krajobraz z ograniczeniem wysokości do III, maksimum IV kondygnacji oraz wytworzenia integrującej esplanady uniwersyteckiej, prowadzonej tak, by łączyła zespoły obiektów architektonicznych i jednocześnie umożliwiała podziwianie uroczysk krajobrazowych, zyskała uznanie Jury. W roku 1975 przystąpiliśmy do projektowani realizacyjnego. Rok 1978 – kamień węgielny. Lata 1979-1989 to czas wielkiego kryzysu – budowa szła ospale – położono infrastrukturę, wyrosły szkielety Fizyki. Po roku 1989 tempo budowania wzrosło. Bazą był ciągle doskonalony tzw. Plan Generalny. W paśmie „1” – dydaktyki i nauki – powstały i zostały oddane do użytku Wydziały Fizyki, Matematyki, Geologii, Geografii, Biologii, w przygotowaniu jest Wydział Nauk Politycznych i Dziennikarstwa – razem ca 110 000 m2 pc. W paśmie „2” – usługowo-mieszkaniowym – zrealizowano zespoły mieszkaniowe Różany Potok i Uniwer, pływalnię, kościół akademicki – razem 85 000 m2 pc.

Łącznie w ciągu 30 lat zbudowano ca 200 000 m2 pc na obszarze obejmującym 50 ha.
Refleksje z wieloletniego procesu projektowania i realizacji
Axel Schultes: „Nie jesteśmy w stanie zbudować całości, możemy – co najwyżej – realizować fragmenty”.2) Tę konstatację wygłasza wybitny architekt współczesny, mający za sobą 45 lat twórczego życia zawodowego. Jest gorzka, brzmi pesymistycznie, szczególnie w relacji ze znakomitymi dokonaniami autorskimi. Zdumiewające: do niedawna rozdzieleni żelazną kurtyną, żyjąc w innych światach, doświadczenia mamy podobne. W czasie wykładu Schultes tezę udowadnia – między innymi – na własnych realizacjach. Okazuje się, że każda z nich – w zamyśle projektowym – była zawsze częścią szerszych kompozycji, że pełny sens uzyskałaby, gdyby została zrealizowana w swym kompleksowym ujęciu, zgodnie z projektem, z interesem PRZESTRZENI, z interesem KULTURY. Tymczasem zwyciężają inne interesy – nie koniecznie przeciwne, ale z całą pewnością inne. Od małych, partykularnych, poprzez zwykłe nie rozumienie problemu, do już ważnych, bo opartych na nowym bożku, który zastąpił kulturę i pyszni się ponad wszelką miarę a na imię ma: pieniądz. W trakcie wieloletnich realizacji, powstają relacje, które nie jesteśmy w stanie do końca przewidzieć, zmieniają się (i mają prawo) programy inwestorskie, konstelacje polityczne, trendy i mody. To wszystko oczywiste. Może to mieć wpływ (i ma) na dynamikę rozwoju, zakres realizowanego przedsięwzięcia, konwencje estetyczne realizowanych w różnym czasie (a często przez różnych autorów) obiektów i zespołów. Złem jest niedostrzeganie przestrzeni wspólnego użytkowania, które były istotą naszego projektu, wyrażoną formą esplanady uniwersyteckiej – kręgosłupa spajającego całość założenia. Za olbrzymie pieniądze publiczne pobudowano piękne, rozsypane w przestrzeni domy. Mająca je łączyć – ESPLANADA – nie została nawet w mini fragmencie zrealizowana a wszechwładnie dominujące drogi, podjazdy kołowe i parkingi uniemożliwiają jej wykonanie w przyszłości. Stoją budynki – fragmenty – nie ma Kampusu – kompleksu przestrzennego. Ani w paśmie nauki i dydaktyki. Ani w paśmie mieszkaniowo-usługowym. Jeżeli przyjąć, że Osiedle Różany Potok (16,0 ha) jest w całości 300-hektarowego kompleksu jedynie fragmentem, to tezę wysnuć trzeba jeszcze bardziej minorową: nie da się dobrze zrealizować nawet fragmentu! Nie została wykształcona oś W-Z, brutalnie przerwano lokalną N-S, straszą porzucone domy zwornika kompozycji – ruiny Rynku, zmasakrowano układ ruchu kołowego, nie wykształcono klinów zieleni N-S. Wymieniam jedynie najważniejsze zaniechania, degradujące istotę struktur zabudowanych, czyli przestrzeń użytkowania publicznego. Najtrafniej potrafił ich rangę określić Kenzo Tange w lapidarnej maksymie, która w odniesieniu do domu brzmi: „korytarz jest ważniejszy od pokoju”, a w odniesieniu do przestrzeni miasta: „ulica jest ważniejsza od domu”.